Jak to się zaczęło?
Jak to się zaczęło?
Rok 2008/2009
Kończę szkołę średnią. Technikum hodowlano-rolnicze. I oczywiście – problem z pracą. Brak perspektyw na super zarobki. Zamiast się uczyć, to wiadomo jak było. Imprezy w internacie, życie poza domem. Na studia? Za słabe wyniki. Ale co dziwnego, skoro w szkole byłem tylko sześć miesięcy w roku? Resztę czasu zajmowały ciekawsze rzeczy. Wspaniałe czasy.
A czy studia naprawdę cokolwiek by zmieniły? Nie sądzę. Większość wybierała bez sensu kierunki, które tak naprawdę nic nie wnosiły. I tak wszyscy lądowali na truskawkach w Hiszpanii.
Pamiętam jak dziś. Stoję, rozmawiam z ojcem przy lesie. I widzę – jedzie harvester. Timberjack. Była to 12-tka bez serii. Wychodzi z niej operator, dumny jak paw. No to pytam się faceta: „Proszę pana, a ile pan zarabia w takiej pracy?” A on patrzy na mnie, śmieje się i mówi: „10 kafli”.
W tamtych czasach dla młodego lepka to były niewyobrażalne pieniądze.
Rozwaliło mi to głowę. Zaczęły się poszukiwania pracy. Jak zdobyć, gdzie uderzyć? Zaznaczam – sfera grup facebookowych jeszcze nie istniała. Strony takie jak Firmy Leśne dopiero raczkowały lub powstawały.
Zacząłem podpytywać operatora z timberjacka, jak wyglądają realia tej pracy ,żebym chociaż trochę wiedział, z czym to śię wiąże . Wziął mnie do kabiny i pokazał co nie co. Ale dostać w tamtej firmie pracę – nie było możliwe.
Szukam dalej. Prace po gazetach. Widzę ogłoszenie w lubuskim: „Szukamy operatora na forwardera Valmet 840.2”. Dzwonię i mówię, że coś wiem, jak to działa. W ogóle. Na to gość mi mówi, że w sumie to nic nie wiem i jestem świeżak do nauki. Mówi, że odzwoni, jakby co.
Pomyślałem sobie: olał mnie.
Ale po dwóch dniach odzywa się. Mówi, że jestem przyjęty. I że na początek dostanę 1,50zł od kubika na zrębach. Myślę sobie – całkiem nieźle jak na początek. Pytam się, czy chociaż hotel, jakieś lokum. Gość mi mówi, że nie. Muszę wszystko sam ogarnąć: hotel, auto, paliwo na dojazd.
Myślę – słabo będzie, ale jakoś dam radę. Taka okazja się nie zdarzy, żeby zdobyć doświadczenie. Podzwonione po kumplach, rodzinie, czy pożyczą kasę. Bo jadę się uczyć na forwardera. Pieniądze pożyczyli. Byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, że mam tę robotę.
Po czterech pierwszych dniach pracy nawet mi to szło. Ale trzeba powiedzieć, że trafiłem na faceta z harvestra, który dość mocno starał mi się pomóc i pokazać co nie co. Progres szedł. Zrywka szła.
Przychodzi dzień wypłaty. Liczę swoje pierwsze kubiki. Zarobiłem 2800 zł- ale kasa, pomyślałem sobie.
Tylko że w tamtych czasach znaleźć firmę, która wypłacała całość, to było trudne zadanie. Tak było u mnie. Zobaczyłem jakieś 900 zł.
Makabra. Ale myślę sobie – trzeba jeszcze ciągnąć tę robotę. Im więcej godzin w maszynie, tym lepiej dla mnie.
Pociągnąłem tak z tą firmą około czterech miesięcy. Podliczają to wszystko. Byłem na minusie około 5 tysięcy złotych. Z paliwem, hotelami i pożyczonymi pieniędzmi na start.
Trzeba było się rozstać. Mówię – doświadczenie już mam. Trzeba szukać roboty.
Patrzę, jest ogłoszenie: Niemcy, pod Frankfurtem nad Menem, szukają operatora na Ponsse Beaver. Mówię: dzwonię. Jadę.
Ciąg dalszy nastąpi…