Kursy, szkolenia i narzędzia wprowadzające do pracy przyszłego operatora
Kursy, szkolenia i narzędzia wprowadzające do pracy przyszłego operatora
Na samym początku kariery zawsze borykałem się z jednym fundamentalnym problemem. Brak materiałów do szkolenia samego siebie.
Żadnych filmów na YouTube, które by mi jakkolwiek pomogły w programowaniu podstaw asortymentów. Żadnego wyjaśnienia sterowania w maszynach takich jak John Deere, Ponsse, Komatsu czy Rottne, Ecolog, Sampo. Każdy producent miał swój język, swoje oznaczenia, swoje kombinacje przycisków.
Pamiętam, jak jechałem do swojej drugiej firmy na harvestera Ponsse Beaver. Przekopałem internet w poszukiwaniu materiałów na ten temat. Było pusto. Szkoleniowców nie było. Firm szkoleniowych nie było. Wszystkiego musieliśmy, jako operatorzy, uczyć się sami. Albo z pomocą serwisów, które często były dostępne tylko jak maszyna już stanęła.
I to jest sedno. W 2008, 2010, nawet 2015 roku – żeby nauczyć się ustawić długość kłody, średnicę, zaprogramować uchylaki na nowy sortyment, to albo dzwoniłeś do kumpla, który pracował trzy lasy dalej, albo kombinowałeś po omacku w kabinie. Traciłeś godziny i pieniądze.
Zawsze kręciło mnie jedno
Jak usprawnić techniki cięcia harvesterem. Jak być wydajniejszym. Jak wdrożyć się w ten zawód i nie zniechęcić po pierwszych tygodniach.
Tak to już jest, gdy praca staje się pasją. Nie przychodzisz do lasu tylko po hajs. Przychodzisz, bo czujesz, że możesz być lepszy niż wczoraj. Bo widzisz, że ten drzewo można pociąć szybciej, z mniejszym paliwem, z większym uzyskiem.
Przez lata stworzyłem indywidualnie kilkunastu operatorów w swoim życiu. Szkolenia fizyczne, w kabinie, na terenie. I wiem jedno na ich przykładzie.
Na początku jest przeciążenie
Kandydat na operatora dostaje tyle informacji, że przez pierwsze dni ma mętlik w głowie. Sterowniki, dźwignie, asortymenty, bezpieczeństwo, hydraulika, pomiary. To wszystko układa się w całość – ale to wymaga czasu.
I tu z pomocą przychodzi komfort posiadania instrukcji w telefonie w formie cyfrowej. To jest nieocenione.
Dlaczego?
Bo daje spokój głowy. Kandydat na harvestera czy forwardera ma świadomość, że jeśli o czymś zapomni – zawsze wieczorem lub w przerwie w pracy może do tego wrócić. Otwiera telefon, puszcza fragment kursu i już wie, co dalej.
Dlatego stworzyłem te cyfrowe narzędzia. Moi klienci, dziś już koledzy po fachu, korzystają z nich przez kilka miesięcy. Nie jako jednorazowej ściągi, ale jako stałego zaplecza.
Czym różni się szkolenie fizyczne od cyfrowego?
Szkolenie fizyczne daje – właścicielowi maszyny i operatorowi poczucie się komfortowo, wiedząc, że zawsze ktoś zareaguje, skoryguje, podpowie w danym momencie.
Ale jeśli spojrzymy na całą branżę z piętnastu lat wstecz – wszyscy jesteśmy samoukami. Każdy z nas dochodził do wielu rzeczy sam, metodą prób i błędów. I uważam, że większość z Was również będzie dochodzić. Ja tylko usprawniam ten proces i skracam czas.
Nie zrobię z Ciebie operatora w trzy dni. Ale sprawię, że nie będziesz błądził po omacku przez pierwsze pół roku.
Czym są moje szkolenia i kursy oraz narzedzia cyfrowe?
Ja je bardziej nazywam narzędziami wprowadzającymi o podwójnym zastosowaniu.
Dlaczego?
Bo z jednej strony wprowadzają człowieka w świat operatorów maszyn leśnych. Pokażą Ci, jak oddychać w tej kabinie, na co patrzeć pierwsze tygodnie, czego nie robić, żeby nie uszkodzić głowicy czy maszyny ale oczywiście i tak coś uszkodzisz bo takie masz prawo, uczysz sie i popłniasz błędy i to jest poprostu naturalne i nic głupiego.
Z drugiej strony – w późniejszym etapie to jest narzędzie lub instrukcja obsługi podstawowych technik pracy i systemów operacyjnych, które tworzyłem na przestrzeni lat. Nie robię kursu tylko dla zielonych, który po miesiącu ląduje w szufladzie. Robię coś, do czego wrócisz po roku, dwóch, pięciu latach. Bo przypominasz sobie, jak w danym systemie w John Deere, Ponsse albo Komatsu zaprogramować asortyment.